sobota, 17 maja 2014

Lekarstwa, pogotowie i nauczka dla Matki.

Dziś bez zdjęć ale za to troszkę lektury.

Dzień jak co dzień.

Mały Mi płacze bo głodny a więc starszy Tymi sidzi i ogląda sam bajke w pokoju.
Nagle złowroga cisza.
Wchodzę na szybką kontrolę do pokoju a tu co??!!
Tymi z otwartą butelką ATROVENTU i się smieje.
No i co teraz?!
Czy wypił zawartość czy nie- a dodam, że lubi lekarstwa.
No więc szybka akcja toaletowa- wymuszenie wymiotów.
Mały Mi ciągle płacze bo Matka zostawiła głodnego :/
No dobra, udało się ale co dalej??!
Telefon do lekarki a w odpowiedzi słyszę:
- NATYCHMIAST DO SZPITALA
Ok, jedziemy.
Diagnoza:
- Obserwacja.
Nie wypił całej butelki to oprócz przyspieszonej akcji serca, biegunki i wymiotów nic nie powinno mu być.
Do tego inhalacje bo zapalenie oskrzeli, i siedzimy.
Siedzimy.... siedzimy.... siedzimy....
Tymi wylizał wszytskie krzesła w szpitalu, kafelki oraz wyściskał dziewczynke z dziwna wysypką na twarzy.

Cud, miód, malina- ciekawe co przyniósł ze soba ze szpitala:/

 Nic mu sie nie stało. za to ja mam nauczkę.

LEKI TRZYMAĆ W POJEMNIKU- NAJLEPIEJ U SIEBIE W POKOJU NA NAJWYŻSZEJ PÓŁCE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz